Wiadomość o Twoim odejściu wprowadziła nas w osłupienie. Nadal nie dowierzamy, nadal czekamy aż z impetem otworzysz drzwi do centrum kultury i z wigorem zapytasz „co tam dziewczyny?”. Ale 13 stycznia przekroczyłeś próg innych drzwi… Dla nas zdecydowanie za wcześnie.

Piotr prawie 25 lat był pracownikiem kalwaryjskiego domu kultury. Nie ma osoby, która będąc przez chwilę w naszej instytucji i nie poznała Piotrka, zawsze uśmiechniętego żartownisia, pana z reżyserki, który miał swój udział we wszystkich wydarzeniach kulturalnych miasta i gminy. Najczęściej na zapleczu, przy sprzęcie nagłośnieniowym, światłach, dbając o szczegóły techniczne, biegając po drabinie.

Ale to nie był bohater drugiego planu. Piotrek miał apatyt na życie – pomimo, że to życie go nie oszczędzało, bo przed laty wygrał walkę z groźną chorobą. Miał energię, która go rozpierała – grał w spektaklach teatralnych, ubierał strój świętego Mikołaja, przeprowadził wiele finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Kochał muzykę – wiele lat grał w Miejskiej Orkiestrze Dętej.

Kochał też sport – był zapalonym kolarzem, w nogach miał setki kilometrów po beskidzkich pętlach. W zimie wyczekiwał śniegu, żeby ruszyć na narty, podeszwy zdzierał w swoich kochanych górach. Ciągle wynajdował nowe aktywności do wypróbowania. Miał w sobie dziecięcą ciekawość świata, fascynowały Go różne tematy.

Wielu zapamięta Go jako odtwórcę roli Poncjusza Piłata w kalwaryjskich Misteriach Męki Pańskiej. Pamiętamy z jak wielką radością przeżywał ostatnią pielgrzymkę do Częstochowy, dzieląc się zdjęciami kolejnych etapów drogi.

Na pierwszym planie zawsze były dwie kobiety Jego życia – żona Jola i córka Ewa. To o nie najbardziej się troszczył. To jak ważna była dla niego rodzina, wyrażał w charakterystyczny dla siebie żartobliwy sposób – np. dzwoniąc przez kilka tygodni codziennie do brata z szybkim komunikatem „Kocham Cię”.

Lubił ludzi, przyciągał ich do siebie. Kolegów i koleżanki z pracy obdarzał również wielką sympatią, martwił się, interesował, potrafił rozmawiać na każdy temat, wspierać w trudniejszych chwilach, a przede wszystkim rozładowywał napięcia żartem. I zawsze był gotów bezinteresownie pomagać, często tak, żeby nikt o tym nie wiedział.

Piotrze, o Tobie można napisać książkę i to pewnie nie jedną… Byłeś człowiekiem z krwi i kości, ze swoim pozytywnym szaleństwem, uśmiechem, lekką porywczością, uporem, odwagą i wielkim sercem. Dzisiaj brakuje nam słów do pożegnania, bo jesteśmy rozgoryczeni, że nie ma Cię już pośród nas, że nas zostawiłeś samych… Pozostają kolorowe wspomnienia po wspaniałym Przyjacielu i dobrym człowieku, pasjonacie kultury. A Ty się do nas dalej śmiej… tylko z wyższego piętra.

Pogrążeni w żałobie,

Koleżanki i Koledzy z Centrum Kultury

 

 

 

 WSPOMNIENIE O PIOTRZE

Imię zobowiązuje, i taki właśnie był Piotr... skała, opoka

 

Przy pierwszym spotkaniu Piotruś sprawiał wrażenie nieśmiałego, ale to były tylko pozory, bo w rzeczywistości miał ogrom energii i dar gawędziarski. Niestety okoliczności sprawiły, że tym razem to ja przekażę historię o naszej znajomości i o Nim samym.

Przez osiemnaście lat wspólnego obcowania na gruncie zawodowym i prywatnym zawsze mieliśmy świetny kontakt – od 2003 roku, kiedy Go poznałem i zacząłem pracować w ówczesnym Ośrodku Kultury, aż do naszej ostatniej rozmowy w grudniu 2020 roku. I niezależnie od losu, jaki nas spotkał, odwołania mnie przez poprzedniego burmistrza ze stanowiska dyrektora, podczas trzyletniej przerwy  w kierowaniu tą instytucją, kiedy pracowałem w Departamencie Kultury Urzędu Marszałkowskiego w Krakowie, potrafiliśmy utrzymywać kontakt, jak dobrzy znajomi, dzieląc się różnymi historiami ze świata sportu, jak i lokalnego życia.

Nasze drogi życiowe na dobre spotkały się w 2014 roku, gdy otrzymałem propozycję powrotu do pracy w Centrum Kultury, mając możliwość zarządzania placówką, w której na szczęście Piotr wciąż pracował. Po kilkutygodniowym namyśle podjąłem się trudu kierowania instytucją i współpracy z częściowo nowym personelem. Do dzisiaj mam w myśli ciepłe i szczere słowa Piotra, które wówczas do mnie skierował: „Gratulacje! WITAJ  ZNOWU  W  DOMU!”. I tak właśnie z Piotrem traktowaliśmy to miejsce, często więcej czasu i emocji było związanych z pracą niż życiem prywatnym, ale i one przeplatały się niczym w kalejdoskopie, jak narodziny córki Piotra Ewy czy pielgrzymka do Częstochowy, do której też podróżowaliśmy prywatnie. Pamiętam wyjątkową sytuację, której nikt się nie spodziewał na ówczesne czasy, gdy podczas spotkania w Klasztorze na temat Letniego Festiwalu Muzycznego otrzymał telefon z informacją, że urodziła mu się przed terminem córeczka! Co się wtedy działo, można się tylko domyślać…

Wielu ludzi ma stereotypowe myślenie o profesji w Centrum Kultury, sądząc iż to lekka, łatwa i pełna uznania praca. Dopiero zaglądając w tajniki i zawiłości funkcjonowania instytucji przekonują się, że to trudna, wymagająca i przede wszystkim bardzo stresująca posada, co przełożyło się na zdrowie niejednego pracownika. Od początku Piotruś wspierał mnie w zarządzaniu instytucją, nigdy nie odmawiał pomocy, nie ważne, czy to był weekend, późna pora, czy „szybka akcja”, bo coś wymagało jego interwencji, był przy nas i firmie, którą szanował i brał za nią odpowiedzialność. Nawet na początku naszej wspólnej przygody zawodowej, gdy ówczesnemu Ośrodkowi Kultury w 2003 roku groziła „likwidacja” z powodu długów, tracąc płynność finansową, mając komorników na koncie i odcięte media oraz telefony, nie poddawaliśmy się z Piotrem. Nawet w ekstremalnych okolicznościach albo przede wszystkim w takich warunkach dało się poznać prawdziwą przyjaźń z Jego strony. Małymi krokami stawialiśmy tego „glinianego kolosa” jakim był Ośrodek Kultury z powrotem na nogi i swoje tory, budując równolegle ofertę programową, remontując Stare Kino dzięki pozyskanym środkom z Urzędu Marszałkowskiego czy budując zespół z ludzi, którzy na stale wpisali się w historię Centrum Kultury Sportu i Turystki. Bo to właśnie Oni, czyli Piotr Pępek, Ewelina Baklarz, Ania Waga, Mateusz Porębski  i Tomasz Wójcik, stworzyli to, co od 2008 roku wyróżniało firmę i jej ofertę kulturalną. Byłem z nich dumny i zawsze mogłem na Nich liczyć, a na niektórym nawet do dzisiaj, i to pomimo tego, że już nie pracujemy razem. To świadczy o tym, jaki stworzyliśmy sobie mikroklimat do współpracy.

Brakuje mi teraz wsparcia i towarzystwa Piotra, mocnego i charakterystycznego głosu, tych momentów w biurze czy na wycieczkach, w których mogliśmy swobodnie porozmawiać na wszystkie tematy. Przed nami post, Wielki Tydzień i Wielkanoc, czas który Piotruś mocno i głęboko przeżywał, zapewne też z powodu Misteriów w których grał i już niestety nigdy nie zagra. Był to także czas gdy przychodził do mnie, obejmował i mówił: „Sorry Jędruś za wszystko”. Ten sposób „godzenia się” przed każdymi świętami przynosił nam ulgę, rozchodziliśmy się w spokoju i z uśmiechem, a teraz zabraknie tej „tradycji”.

Nasza znajomość osiągnęła pełnoletność, jest tyle wspólnych wspomnień z tych osiemnastu lat, lawina anegdot, zdjęć, a nawet filmików z naszym wypraw. Straciłem Przyjaciela i Towarzysza do turystki i nie tylko. Bardzo wzbogacił naszą lokalną i regionalną kulturę oraz instytucję. Chciałbym, aby ludzie poznali właśnie takiego Piotra, osobę pełną dobroci, która mimo iż przez ostatnie lata zdawała najtrudniejszy egzamin z cierpienia, to na szczęście i na przekór temu wszystkiemu zdała go bardzo dobrze. Nie załamał się wówczas i wystarczyło Mu sił, by jeszcze mnie, a przede wszystkim swoją rodzinę podtrzymać na duchu.

 

Składam Rodzinie i Bliskim wyrazy najgłębszego współczucia. 

Andrzej Burdek

Dyrektor CKSiT

 

 

LIST KONDOLENCYJNY Z FUNDACJI WOŚP