Deszczowy, ale wyjątkowy dzień na słowackim Spiszu!
Miniona niedziela przywitała nas ścianą deszczu – ale nie po to wstaje się skoro świt, żeby zrezygnować z przygody! Nasza wyprawa na słowacki Spisz okazała się pełna wrażeń i historii.
Pierwszy przystanek na trasie to Mariańska Górka w Lewoczy – mimo chmur panorama Starego Miasta robi wrażenie. Chwilę później przenieśliśmy się w czasie, spacerując po zabytkowej starówce. Odkryliśmy Katedrę św. Jakuba ze słynnym gotyckim ołtarzem Mistrza Pawła, Ratusz Miejski, urokliwe kamieniczki kupieckie i brukowany rynek, który w deszczu wyglądał jak namalowany akwarelą.
Nie mogło zabraknąć przerwy na coś pysznego – tradycyjny słowacki obiad rozgrzał nas i poprawił humory. Smażony ser, chrupiące ziemniaczki i aromatyczna česnačka (zupa czosnkowa) smakowały tak, że aż chciało się prosić o dokładkę!
Po obiedzie ruszyliśmy do Rezerwatu Siwa Broda, gdzie woda z gejzeru bulgotała jakby specjalnie na nas czekała. Obok – ostatnia kaplica na Drodze Krzyżowej, w deszczu i mgle wyglądała niezwykle nastrojowo.
Na koniec – Spiska Kapituła, nazywana czasem „słowackim Watykanem”. Spacer wąskimi uliczkami i zwiedzanie imponującej katedry były prawdziwą ucztą dla miłośników historii i architektury.
I wreszcie – wisienka na torcie!
W drodze powrotnej chmury zaczęły się podnosić i zobaczyliśmy Tatry – raz ginące, raz pojawiające się w mlecznej mgle. Widok, który sprawił, że cała deszczowa niedziela stała się magiczna. 
